W końcu jest to Web 2.0 czy nie ma?
Uwielbiam ten Internet Web 2.0. Nie tylko z tego powodu, że jestem pewnie od niego uzależniony, ale również dlatego że toczą się tego typu dyskusje, jak na blogu Krzysztofa Urbanowicza oraz u RAFiego. Mówcie co chcecie, ale korzystam z Internetu od dawna. Pamiętam dobrze czasy modemów, tańszych impulsów po 22:00, ale tego typu dyskusji nie widywałem nigdy przed pojawieniem się ery Web 2.0 :). We wspomnianych wiadomościach jest w skrócie bitwa, któż jest większym ekspertem w sprawach internetowych, kto ma prawo recenzować serwisy, a kto nie. Ja generalnie zdecydowanie staję po stronie RAFiego i wielu innych, ale tym razem nie o tym chcę pisać :)
Na temat tego Web 2.0 już miałem wcześniej pisać, ale jakoś nie mogłem się zebrać. Pan Krzysztof Urbanowicz zarzucił portalowi wp.pl, że nie ma elementów Web 2.0, jak chociażby chmury tagów. Nie jestem samozwańczym ekspertem ds. Internetu (a kto wie, może powinienem się oficjalnie ogłosić takowym?:) i nie wiem czy mogę się wypowiadać na te tematy ;-), ale z całym szacunkiem, ten pomysł jest moim zdaniem co najmniej nietrafiony. "Ciemna masa" (nie obrażając nikogo, to tylko duże uogólnienie) używająca IE, która nie wie co to jest Firefox, w życiu by się do tego nie przyzwyczaiła. Ja z resztą też. Nienawidzę tych tagów. Najlepsze rozwiązanie to lista działów (kategorii), a obok nazwy w nawiasie liczba artykułów w danym dziale. Niejednokrotnie bowiem już spotykałem sytuację, że jedyny artykuł w dziale "X", był o wiele bardziej wartościowy merytorycznie niż 10 artykułów w dziale "Y", a w przypadku tych "chmur tagów", to właśnie te 10 artykułów jest o wiele bardziej promowanych. Stanowcze NIE dla tego typu pomysłów. Dobrze to określił Anonymous w komentarzach na blogu Pana Krzysztofa Urbanowicza: "Sugerowanie zastosowanie chmur tagow jest smieszne. Czy wszedzie trzeba (za przeproszeniem) wpieprzać wszystko co sie kojarzy z oklepanym "web 2.0"?? To jest portal dla 9 mln zwyklych ludzi, a nie maniakow Digga - prosze to w koncu zrozumiec.". Nic dodać, nic ująć.
Moja ogólna opinia na temat Web 2.0 jest taka, że cały ten termin jest wyssany z palca, nie ma tak naprawdę żadnego Web 2.0, ale terminu tego lubię używać i używam bardzo często w kontaktach z ludźmi. Odzywa się tutaj bowiem moja materialistyczna natura. Z tego przecież mogą być pieniądze! Wy, (my?) "eksperci", możecie dobrze o tym widzieć, ale nie zabijajcie tej idei Web 2.0! Dwa przykłady: niedługo powstanie ten portal pino.pl. Jeden "biznesmen" z drugim to usłyszą i jest zdziwienie: "Web 2.0!!?? Pino.pl??!! Zainwestowali kilkaset tysięcy złotych!!?? Oj, to z tego musi być kasa!!!". Pisze do mnie delikwent e-maila: "Chcę sklep internetowy w nurcie Web 2.0, bo ten pino.pl taki popularny ostatnio". Źle chce facet? Co ja mam powiedzieć takiemu klientowi, który do mnie napiszę? Że Web 2.0 to bujda, bajka jest? Owszem, powinienem, ale w edukację "kasiastych" klientów zaczynam wątpić (o tym napiszę następnym razem). Wiem po prostu, że nawet jak wytłumaczę klientowi, a robię tak zazwyczaj pisząc całe eseje, to i tak nic nie zmieni. Druga sytuacja, to już z mojego życia wzięta. Standardowe zapytanie o stronę internetową firmową dostałem, która miała być wykonana we Flashu. Napisałem klientowi co sądzę o tej technologii na tego typu stronach (bo Flash się sprawdza, tyle że nie wszędzie!), dałem kilka linków innych osób, które narzekały na Flash i przy okazji klient sam znalazł informacje na temat Web 2.0. Oczywiście pomysł "oFlashowania" strony umarł. Powstaje właśnie fajna, lekka stronka, z łatwym dostępem do informacji. Źle się stało?
Dlatego denerwuje mnie, jak luzie próbują zabić to Web 2.0. Ja wiem, że może to jest wyssane z palca, ale co z tego? Web 2.0 to są blogi internetowe, podcasty, poprawa użyteczności, funkcjonalności - przecież prawie same pozytywne rzeczy się z tym wiążą, dlaczego więc ciągle słyszę (m.in. w tych dyskusjach powyżej), że najlepiej tej nazwy nie powinno się używać. Powinno! Tyle, że z głową! Bo "chmury tagów" to jednak zły pomysł (to jednak może być tylko moja subiektywna opinia), ale jest wiele innych pożytecznych rzeczy związanych z tym całym Web 2.0.
Dodam jeszcze, że w jednym z Panem Kszysztofem Urbanowiczem się zgadzam: "Brak wideo i podcastów na stronie głównej. Choć ludzie nie tylko w Polsce nie wiedzą, co to są podcasty, używają ich. Mały boks z kilkoma podcastami + mini-FAQ o podcastach umieszczony na dole strony głównej może zainteresować jeden z segmentow internautów, np. posiadaczy iPodow czy "iPodopodobnych", którzy wchodzą na wp.pl sporadycznie." Może nie umieszczałbym tego na stronie głównej, ale gdzieś na pewno można by spróbować z tymi podcastami. Dlaczego nie? Przecież to fajna rzecz, można pomału przyzwyczajać ludzi. Blogi się sprawdziły przecież.
Odwołując się jeszcze do tych przykładowych podcastów i Web 2.0, to według mnie bez tej "idei" Web 2.0, podcasty jeśli ludzie je polubią też się sprawdzą, ale razem z tym "nurtem Web 2.0" na pewno może stać się to szybciej. Podcasty podaję tutaj, jako przykład. Podobnie jest moim zdaniem z funkcjonalnością stron czy użytecznością (choć to terminy chyba nie związane bezpośrednio z Web 2.0, to jednak kojarzone). Źle będzie jak się poprawi szybciej funkcjonalność stron? Nie? To po co "trąbić" wszędzie, że Web 2.0 nie istnieje?