Nowy IE szansą na normalne kodowanie CSS?
Męczyłem się dzisiaj po raz kolejny z Internet Explorer 6. Denerwowały mnie dziwne 10 pixelowe odstępy po i przed znacznikiem "form". Jednocześnie naszła mnie optymistyczna myśl, że może to się kiedyś skończy? Wyszedł IE7, który jest już na pewno przeglądarką dostosowaną do standardów sieciowych. Gdyby więc wszyscy, którzy mają obecnie IE6 w magiczny sposób przeprowadzili się na IE7... ależ życie byłoby wtedy prostsze :)
Nowy wygląd bloga
Na jesienny czas, nowa jesienna skórka. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Sklepy internetowe i budowanie społeczności
Szybka i skuteczna promocja sklepu internetowego wymaga dużych pieniędzy. Najgorsze, że czasami te pieniądze się w ogóle nie zwracają i po władowaniu kilkunastu tysięcy złotych w kampanie bannerowe czy mailingi sklep jest zamykany. Inwestycja nie wypaliła.
Dziwie się sklepom internetowym, że nie budują wokół siebie społeczności lojalnych klientów. Klient kupujący regularnie jest wart o wiele więcej niż osoba, która z mailingu raz zrobi zakupy i o sklepie zapomni. Jednym z kilku sposób budowania takiej społeczności jest pomoc i doradzanie klientom.
Świetnym tego przykładek jest firma Karen sprzedająca laptopy. Na swojej stronie mają forum dyskusyjne wokół którego jest skupiona spora społeczność internautów. Oprócz tego regularnie w dyskusjach na forum udział biorą moderatorzy – ludzie mający pojęcie o laptopach, którzy doradzają jaki komputer jest lepszy, a jaki gorszy, który warto kupić, a którego nie warto. Przedstawiają czasami testy, wyniki analiz porównawczych itp.
Zakup sprzętu, takiego jak laptop rozpoczyna się zazwyczaj od wpisania w google.pl słów związanych z laptopami, nazw konkretnych modeli. Jeśli forum przy sklepie jest wystarczająco popularne, istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że osoba skutecznie poszukująca wkrótce znajdzie forum Karen, a co za tym idzie sklep internetowy tej firmy.
Piszę o tym, bo sam się na to "nabrałem". Przestudiowałem m.in. forum Karen, zaczerpnąłem niezależnych opinii na innych forach i zakupiłem w salonie Karen laptopa. Mimo że znalazłem tańszą o 100zł ofertę w innym sklepie, to nie skorzystałem z ich usług. Nie jest to racjonalne postępowanie z ekonomicznego punktu widzenia, ale wydaje mi się że doceniłem po prostu całą otoczkę wokół samego sklepu, doceniłem to że potrafili doradzić mi, poza tym sprawiali wrażenie o wiele bardziej profesjonalnych ludzi i kupiłem u nich.
Podobnym przykładem społeczności skupionej wokół sklepu internetowego jest firma Astrokrak. Oprócz normalnej sprzedaży przez Internet przy sklepie jest forum dyskusyjne, gdzie niedoświadczeni miłośnicy astronomii mogą spytać tych bardziej zaawansowanych, jaki teleskop kupić. Jestem pewny, że osoba nie znająca forum "Astrokraka" wystarczy, że trochę poszuka w sieci i na pewno szybko go znajdzie, jednocześnie znajdując przy okazji sklep z poszukiwanym przez niego asortymentem.
Dziwie się zatem, że tak duże strony jak webinside.pl, webhelp.pl, pclab.pl czy tweak.pl, nie próbują sprzedaży oprogramowania czy sprzętu komputerowego. Są to duże fora dyskusyjne, skupiające wokół siebie duże społeczności ludzi doświadczonych i kompletnych laików, którzy szukają porady. Serwisy te mają dużą darmową reklamę, praktycznie nic by nie zaryzykowały otwierając przy forum mały, nie nachalny sklep internetowy. Byłaby to inwestycja w moim przekonaniu opatrzona bardzo małym ryzykiem, w której nie trzeba inwestować ogromnych sum na reklamę.
Budowanie nowej społeczności trwa bardzo długo. Wymaga to ogromnej ilości czasu i pracy. Konieczne jest też to, aby właściciel lub najęta do budowania społeczności osoba "znała się na rzeczy", pasjonowała, była ekspertem w danej branży. Wymagana jest też prawdziwa obiektywność – aby nie polecać produktów gorszych, ale za to takich które mamy akurat na stanie magazynowym. Zbudowanie takiej społeczności to jednak fantastyczna stała promocja i reklama. Moim zdaniem zdecydowanie warto inwestować w takie długofalowe formy promocji (o ile zbudowanie społeczności tak można nazwać) niż w kampanie bannerowe, które nie mają sensu jeśli nie mamy sporej ilości gotówki. Aby faktycznie utrwalić obraz i logo firmy w świadomości potencjalnych klientów za pomocą bannerów, mailingu, trzeba naprawdę ogromnej ilości emisji.
“Real” Holocaust
Ta wiadomość zdecydowanie off-topic.
Dzisiaj miałem okazję być na Akademii Ekonomicznej w Krakowie na wykładzie Haliny Birenbaum. Kobieta przeżyła holocaust, chyba wszystkie duże obozy zagłady w Polsce, transporty, pobicia, postrzał i wiele innych. Temat znany chyba każdemu - głównie z filmów. Wiele ekranizacji było przedstawiających tamte wydarzenia. Jednak wykład tego typu - naocznego świadka, który doświadczył tych wszystkich wydarzeń jest nieoceniony. Dopiero na nim dotarło do mnie, że po części to, co widziałem na filmach traktowałem jako science-fiction. Tak, jakbym oglądał Gwiezdne Wojny. Jakoś nie dochodziło to do mnie :)
Wydaje mi się, że dopiero, gdy usłyszałem z jej ust jej – człowieka, stojącego przede mną - całą tą historię, to dotarło do mnie, że to się działo naprawdę. Głupie wrażenie. Wiedziałem o tym przecież wcześniej, ale to jest niesamowite, jak osoba stojąca przed Tobą mówi, że musiała przeżyć 3 tygodnie o kostce cukru, że została postrzelona bo jakiś Niemiec się po prostu nudził i sobie strzelał do ludzi, że stała już w komorze gazowej i zabrakło gazu… Wiele tego typu opowieści było. Efekt potęgowała niesamowita szczegółowość - podawała dokładne adresy konkretnych miejsc, gdzie miały miejsce dane wydarzenia na przykład w Warszawie. Wrażenie niesamowite. Jeśli ktoś będzie miał okazję spotkać człowieka, który przeżył ten okres – gorąco zachęcam do rozmowy, wysłuchania. To nie to samo, co książka czy film na ten temat.
Internet to nie telewizja…
Myślałem, że wczoraj spadnę z krzesełka. Idioci? Analfabeci? Standardowe zachowanie? Nie wiem - sami oceńcie. Sprawa dotyczy serwisu Cristobal.pl. Oddany do użytku jakiś miesiąc temu z małym błędem. Wpisując do newslettera adres e-mail skrypt nie sprawdza, czy ten adres e-mail jest w poprawnej formie. Efekt był taki, że wszystko, co użytkownik wpisał tam szło do bazy danych. Co się okazało? Około 30-40 ludzi potraktowało newsletter, jako... wyszukiwarkę.
Ja nie wiem, czy ludzie kompletnie nie myślą i nie czytają? Fakt - mogę się zgodzić, że na wielu serwisach w tym miejscu jest wyszukiwarka, ale po pierwsze wyszukiwarka jest kilkadziesiąt pikseli na prawo, a po drugie wyraźny i jasny napis "Newsletter" sugeruje, że nie jest to wyszukiwarka!
Inna rzecz, jaka mi się nasuwa automatycznie: jeśli klient potencjalny nie rozróżnia newslettera od wyszukiwarki, to jak ma przejść cały "proces" zakupów w sklepie? Jak ma sobie poradzić z wypełnieniem formularzy adresowych, loginu, hasła? Może ludzie są przyzwyczajenie do "nie myślenia", jak w czasie oglądania telewizji - nie muszą nic robić, jedynie siedzieć. A w Internecie mamy przecież klikanie, pisanie, czytanie, przewijanie...
Może przesadzam? Może to tylko odruch użytkowników, którzy korzystają z wyszukiwarek?